Wyprawa do betonowej dżungli i wszechobecna folia

Wyprawa do betonowej dżungli i wszechobecna folia

Byłam ostatnio w zwykłym supermarkecie, a w zasadzie w małym centrum handlowym. Jak wiadomo z moich poprzedniej szych wpisów, nieczęsto odwiedzam takie miejsca. Zwykle zakupy robię na targu, ale oczywiście na pierwszym miejscu jest własna żywność z przydomowego ogródka i przydomowego kurnika.

Torebki foliowe są wszędzie

torebki folioweCzytając wasze komentarze i maile cieszę się za każdym razem, kiedy ktoś pisze o pierwszym wyhodowanym własnoręcznie pomidorze czy kupnie własnej, prywatnej kury, która może nie znosi złotych jajek, ale te zwykłe są dla nas jeszcze cenniejsze. Ale wracając do moich przygód z konsumpcjonizmem. Pewnych rzeczy nie da się kupić na targu, więc zmusiłam się do wyprawy w tę betonową dżunglę. Pierwszy zgrzyt na parkingu – wszędzie walają się porozrzucane reklamówki foliowe. Brudno, brzydko, zero zieleni. Sklep wita mnie agresywnymi reklamami. Przed wejściem jest niewielkie stoisko z owocami, sprzedawca wygląda na lokalnego producenta, co natychmiast przykuwa moja uwagę. Zainteresowana podchodzę bliżej i aż mi się smutno robi. Pan oferuje przepiękne maliny i czereśnie, które z drewnianych skrzynek bezdusznie przesypuje w zwykłe torebki foliowe. Ja wszystko rozumiem, ale po podróży w rozgrzanym samochodzie, owoce będą się nadawały jedynie na dżem. No i produkujemy kolejne śmieci, te najdłużej rozkładające się. Koszmar, ale idę dalej, nie poddam się tak łatwo. Stoisko z mięsem. Pełna nadziei ustawiam się w niedługiej kolejce, sklepik bardzo mi się podoba – wianki z suszonych polnych kwiatów dla ozdoby, miły zapach wędzonych wędlin. Po chwili jednak dostrzegam torby reklamowe, w które panie panują mięso. Foliowe, rzecz jasna, choć sam produkt pakowany jest najpierw w papier. Chociaż tyle.

 

Potrzebuję nieco mięsa, więc postanawiam zostać. Robię swoje zakupy, a od uśmiechniętej sprzedawczyni dostaję torby reklamowe z nadrukiem przedstawiającym jeszcze bardziej uśmiechniętą krowę. Dziękuję i pakuję wszystko sama do wiklinowego koszyka. Wszystko kupione i nareszcie mogę wracać na moją spokojną wieś.

Dodaj komentarz